Rozdział 3



Pogoda za oknem nie dopisywała, a delikatne promienie słoneczne, uparcie przedzierały się przez szpary zachmurzonego nieba, czemu towarzyszył delikatny deszcz, bębniący w okienne szyby od wczesnych godzin porannych. Darren przesunął subtelnie opuszkami palców, po nagich plecach swojego kochanka.  Przyjrzał się uważnie pogrążonej we śnie twarzy. Musiał przyznać, że Brian wyglądał wtedy niezwykle uroczo oraz  spokojnie. Rozczochrane kosmyki włosów, nieco zaróżowione policzki, przykryte delikatnym cieniem padającym z gęstych rzęs, rozchylone wargi, których smak sprawiał, że Darren zapominał dosłownie o wszystkim.  Będąc tak daleko od niego, nie było nawet dnia, ani ułamka sekundy, by ten nie myślał o McGarrecie. To właśnie myśli o nim, o tym bardzo za nim tęskni, sprawiały, że miał siłę do codziennej służby, która niosła za sobą jedną, wielką niewiadomą, mimo całego planu działania, który dosłownie w każdej chwili mógł lec w gruzach, a oni zmuszeni byliby do odwrotu lub podjęcia walki, w której cóż, nie każdy uchodzi z życiem.  Przymknął powieki, układając nieco chłodny policzek na rozgrzanej skórze pleców Briana. Czując jak ten zaczyna się przebudzać, objął go mocno ramieniem.
- Dzień dobry – rzucił Darren z lekkim uśmiechem na twarzy. Odgarnąwszy zbłąkane kosmyki włosów z rozleniwionej twarzy Briana, złożył na jego wargach pełen czułości pocałunek, co mężczyzna przyjął z nieskrywaną przyjemnością.  Właśnie za takie chwile jak te, oboje byliby w stanie oddać dosłownie wszystko. Dla wielu mogło to być nic wielkiego, w końcu to normalne, że ludzie w związkach okazują sobie w ten sposób uczucia, jednak dla nich znaczyło coś znacznie więcej, niż wzajemna bliskość.  Maxwell przesunął dłonią po idealnie wyrzeźbionym brzuchu Briana, gdy ten przekręcił się na plecy, by móc swobodnie wplątać palce w miękkie włosy swojego partnera, co ten skwitował cichym pomrukiem.
- Brakowało mi tego – szepnął Brian, przyciągając go do siebie, tak że między ich nagimi ciałami nie było nawet milimetra przerwy. Schował twarz w zagłębieniu jego szyi, by móc cieszyć się jego obecnością, zapachem, dotykiem, dosłownie wszystkim. Myśl, że oboje mogliby to stracić, dosłownie w każdej chwili, przyprawiała go o mony ścisk w żołądku oraz szybsze bicie serca.
- Wiesz… - zaczął nieco niepewnie McGarret i wziął głęboki wdech. – Były takie momenty, w których myślałem, że już nie wrócisz. Nie wątpiłem w ciebie nigdy, ale to przenigdy, jednak tak cholernie się o ciebie bałem. Nie chcę już nigdy więcej razy się tak czuć…Obiecaj mi, że nie będę musiał czuć tego pieprzonego strachu, niepewności, tęsknoty, tego wszystkiego, co tak cholernie wyniszczało mnie podczas twojej nie obecności.
Darren uniósł głowę, by móc spojrzeć na jego twarz, uważnie go przy tym słuchając. .  Zacisnął usta w wąski paseczek, czując się nieco zakłopotanym. Przesunął delikatnie palcami po policzku Briana.
- Wiesz, że złożyłbym obietnicę bez pokrycia? – zapytał unosząc przy tym brew ku górze. – Nie zrezygnuję ze służby od tak, Brian, ale mogę obiecać ci, że zrobię wszystko byś nigdy mnie nie stracił.
Nie takiej odpowiedzi McGarret się spodziewał, jednak po części rozumiał, że nie łatwo było sprostać temu, czego tak bardzo wymagał. Westchnął cicho, nie ukrywając tego, że po prostu nie czuł się dobrze z myślą, że Darren może ucierpieć lub w najgorszym wypadku już nigdy nie wrócić.
- Hej, uśmiechnij się. Jestem tu teraz i nigdzie się nie wybieram – szepnął Maxwell z delikatnym, pocieszającym uśmiechem na twarzy, a następnie złożył na wargach swojego kochanka, pełen miłości pocałunek.  Brian odwzajemnił pocałunek, a gdy oderwali się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza, młodzieniec uśmiechnął się krzywo.  Nie chcąc już dłużej zaprzątać sobie niechcianymi myślami głowy, wcisnął twarz w zagłębienie szyi Darrena. Powinien się cieszyć z powrotu partnera, a nie poruszać tak drażliwe tematy w najmniej oczekiwanym momencie.
- Ktoś tu nam zgłodniał – zaśmiał się Brain, słysząc jak bardzo mężczyźnie burczy w brzuchu. Cmoknął go w czoło, a następnie zaczął się wygrzebywać z łóżka. Wciągnął na siebie bokserki i odwrócił w stronę ukochanego. – Zrobię nam boskie śniadanie. Weź prysznic, poczujesz się lepiej.
Darren skinął głową, po czym od razu podążył za radą ukochanego. Mozolnie wstał z pościeli, a następnie zabierając ze sobą czyste ubrania, zniknął za drzwiami łazienki. Stanął przed dość sporych rozmiarów lusterkiem, przetarł dłońmi wyraźnie jeszcze zmęczoną twarz i cicho westchnął. Czuł się dziwnie, jakby kompletnie nie na swoim miejscu. Musiał nauczyć się od początku żyć wśród normalnych ludzi, bez klimatu wojny, ciągłej czujności oraz strachu o życie członków załogi. To nie było pole walki zbrojnej, Darren. Toczysz w tym momencie zupełnie nową wojnę, wojnę z codziennym życiem, wolnym od munduru i ciągłego napięcia. Pokręcił energicznie głową, chcąc wrócić na ziemię i zająć się tym co jest znacznie przyjemniejsze. Stanąwszy pod strumieniem ciepłej wody, pozwolił, aby jej strumienie leniwie spływały po ciele. Nie wiedział ile tak stał, jednak musiał być to dość spory czas, gdyż z głębokiego zamyślenia, wyrwał go głos Briana, oznajmiający iż śniadanie jest już gotowe i czeka na niego w kuchni. Zakręcił wodę, a następnie osuszył się dokładne ręcznikiem. Ubrany w nieco rozciągnięte dresy, wyszedł z łazienki z wilgotnymi jeszcze włosami.
Uśmiechnął się na widok góry tostów, które tak kusząco wyglądały. Darren naprawdę stęsknił się nie tylko za swoim partnerem, ale i również za zwykłym żarciem. Nie potrzebował niczego wyszukanego, by zadowolić swoje kubki smakowe.
- Boże, jak mi tego brakowało – wyznał, gdy tylko wgryzł się w puszyste ciasto, a następnie przełknął pierwszy kęs. Na co Brian pokręcił w rozbawieniu głową i od razu porzucając nadgryziony kawałek chleba, objął swojego partnera od tyłu ramionami, całując go przy tym czule w skroń.
- Dziś jesteś tylko mój, nie chcę słyszeć o żadnych uroczystych powitaniach, wzruszeniach i innych bzdetach. Nacieszą się tobą jutro. Teraz jesteś mój.  – zastrzegł Brain, wygodnie siadając na kolanach ukochanego, którego mina wskazywała na to, że nie miał nic przeciwko wizji przedstawionej przez Braina.  – A teraz jedz – dodał cicho i nim wstał z jego kolan, ucałował go czule w czubek nosa, co blondyn skwitował cichym śmiechem.
- Potrafisz postawić na swoim – stwierdził patrząc się wymownie na bruneta, który wyraźnie był z siebie zadowolony. -  Jak tam w pracy?
Pytanie okazało się nie być za bardzo trafione, co gołym okiem można było wywnioskować po niezadowolonej minie bruneta. Brian, westchnął ciężko i zacisnął usta w wąski paseczek.
- Coś nie tak? – zapytał wyraźnie zaniepokojony Darren. Nie było  go tak długo i z pewnością ominęło go wiele tych złych, ale i również dobrych wiadomości, dlatego też zadając to pytanie, miał nadzieję, że dowie się czegoś nowego.
- Wywalili mnie, teraz pracuje w kawiarence swojego znajomego, póki nie znajdę czegoś lepszego.
Darren wydawał się być zmieszany, niewiele z tego rozumiał.
- Szef tłumaczył się upadająca firmą, brakiem odpowiednich funduszy i od tak zostawili mnie na lodzie…
- Wiem, że nie jest ci łatwo, ale hej, spójrz na mnie…Masz mnie, co prawda obecna praca z pewnością nie jest szczytem twoich marzeń, ale damy radę. Znajdziesz coś co naprawdę będzie cię satysfakcjonowało, gwarantuję ci to. 
Brain próbował się lekko uśmiechnąć słysząc pocieszające słowa swojego partnera, jednak jego kąciki ust drgnęły ku górze, tworząc bardziej niezadowolony grymas, niż jakikolwiek uśmiech. Nie umiał być tak pozytywnie nastawiony do całej sytuacji, może i Darren miał rację, ale mimo wszystko, cała ta sprawa, była dość mocno przygnębiająca. Reszta śniadania, minęła w całkowitej ciszy, która nie była krępująca dla żadnego z nich. Oboje byli zbyt mocno zaabsorbowani jedzeniem tego co zostało podane na stole, a gdy tylko wszelakie brudne naczynia trafiły do zmywarki, spokojnie mogli udać się do salonu, gdzie pochłonięci swoją bliskością zapomnieli o bożym świecie. 



Słabo, bardzo słabo i krótko, jednak mam nadzieję, że poprawię się w kolejnych rozdziałach :)

2 komentarze:

  1. To słabe, jak piszesz na blog i mówisz, że jest to złe. Tak nie przyciągniesz czytelników i nikt nie będzie chciał tego czytać. Nie użalaj się nad sobą. Jak uważasz, że wpis był słaby, to go nie publikuj...

    OdpowiedzUsuń
  2. Obserwuję :3
    Zapraszam do siebie.
    https://smaksamotnosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers

Archiwum

© grabarz from WS | XX.